poniedziałek, 15 lipca 2019
Sen 249
Spacerowałam po mieście z 3-4letnim chłopcem, który był albo synem mojego brata, albo Jakuba. Chciałam mu kupić wegańskiego hot doga w food tracku. Była tam z nami jeszcze Aneta. Poprosiłam panią o 3 hot dogi, w tym jednego bez parówki. Pani zachowywała się jak dobra znajoma i zaczęła ze mną gawędzić, a nawet poprosiła, żebym jej roztarła dłonie, bo ma zimne. Nagle zobaczyłam Natalię Hołub stojącą z grupą przyjaciół. Widziała mnie, ale nie zwracała na mnie uwagi. Poczułam się odtrącona z niewiadomych powodów. Poszliśmy dalej i zauważyliśmy otwarty kościół. Aneta powiedziała, że musimy wejść, bo to słynne miejsce. Weszłyśmy (byłyśmy już same) i oniemiałam. We wnętrzu było ciemno, tak jakby przed zamknięciem, ale wszystko dobrze widziałyśmy. Mieli tam na ścianach całą kolekcję współczesnej sztuki, włącznie z Catellanem. Byłam bardzo zdziwiona, bo to wszystko pasowało do tej instytucji. Nagle w drugiej części kościoła otworzyły się drzwi, wyszedł ksiądz i nie zauważając nas poszedł w swoją stronę. Zostawił szeroko uchylone drzwi i zobaczyłyśmy pokój z wielkimi ekranami na ścianach. Na ekranach wyświetlane były filmy dalekie od religijnych, od pornografii do wykładów na temat sposobów panowania nad światem. Stałyśmy i słuchałyśmy, a potem wrócił ksiądz i nas zobaczył. I wiedziałyśmy, że musimy uciekać, bo nikt spoza kręgu zainteresowanych nie powinien wiedzieć tego co my. I rzuciłyśmy się do ucieczki, a ksiądz za nami jednocześnie wzniecając alarm. Gonili nas już całą grupą, udało nam się zwiać, ale i tak zatrzymałyśmy się dopiero, kiedy dotarłyśmy nad rzekę, a ja o mało w nią nie wpadłam. Aneta złapała mnie w ostatniej chwili. Powiedziałam, że o mało nie wpadłam do Wisły. Aneta, że to nie jest Wisła, ja na to "do Warty, a Aneta, że to Odra. Poszłyśmy wzdłuż rzeki, a potem na jakiś ogrodzony plac, gdzie trwała jakaś zabawa w stylu dyskoteki na klepisku w lunaparku. Chłopak, który tym wszystkim zarządzał od razu wyczuł, że chcemy się ukryć. Był po naszej stronie, chyba nawet zaproponował jakieś inne ubrania. I wskazał drogę do ucieczki. W całym mieście słychać było syreny. Szłyśmy ulicą, ale gdy na skrzyżowaniu zobaczyłyśmy sznur radiowozów wpadłyśmy w panikę i wskoczyłyśmy na pakę jakiejś obrzydliwej, przegniłej, oślizgłej ciężarówki. Siedząc tam i próbując niczego nie dotykać ani nie wciągać zapachu, obudziłam się.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz