Wyszłam nie tymi drzwiami i znalazłam się w centrum handlowym, które niby było takie jak zawsze, a jednak wiedziałam, że wpadłam w alternatywną rzeczywistość. Plątałam się po korytarzach jednocześnie bojąc się o to czy wyjdę i oglądając wszystko z ciekawością. Postanowiłam w końcu iść za jedną osobą, bo przecież każdy kiedyś musi skądś wyjść. Wybrałam jakąś miłą panią i zaczęłam ją śledzić. Wreszcie doprowadziła mnie do wyjścia, a ja i tak nie wiedziałam dokąd iść, więc dalej szłam za nią. Doszłyśmy do pięknego modernistycznego portu. Budynki były nowe, w stonowanych kolorach, a całość oświetlały kolorowe lampy. Wszystko to odbijało się w wodzie przy nabrzeżu, a że zrobiło się już całkiem ciemno to widok był naprawdę uroczy. Szłyśmy tak dość długo, aż dotarłyśmy do tunelu, którym można było przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy. Nie rozumiałam dlaczego ludzie stojący przy wejściu rozdają wszystkim wchodzącym siatkowe torby wypełnione gładkimi kamiennymi kulami. Wzięłam jedną i już wchodząc do tunelu zrozumiałam o co chodzi - wiatr wewnątrz był tak silny, że czasem tylko te kamienne obciążniki trzymały przechodniów przy ziemi. Jakoś udało mi się przejść, ale zgubiłam dziewczynę, za którą szłam.
Sponsorem dzisiejszego snu jest książka "Księżycowa rapsodia" oraz sobotnia wizyta w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz