Razem z Martą biegałyśmy po pokojach pełnych ukrytych w szafach przejść, drzwi w podłogach i tajnych schodów. Przemieszczałyśmy się z jednego obcego mieszkania do drugiego. Uciekałyśmy przed łysymi panami w moro. W końcu ukryłyśmy się na bardzo długim i wąskim balkonie pod stertą gałęzi, ale chociaż miałyśmy świetny widok na okolicę, to jednak było zimno i wiało, więc przeniosłyśmy się do jakiegoś pokoju. Nagle weszła Maria w czarnym futrze i z oburzeniem spytała, co my tu robimy, przecież powinnyśmy być nad morzem. Wytłumaczyłyśmy jej i pozwoliła nam zostać, choć niechętnie.
To chyba skutek wieści zza wschodniej granicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz