piątek, 12 września 2014
sen 222 własność - Alexandra Loobeensky
Śniła mi się, jak zwykle, apokalipsa zombie. Do wyboru były trzy możliwości: wykonać atak, zapalić w danym miejscu światło, rozproszyć mgłę wojny i zobaczyć, co się tam kryje lub czekać. I bez przerwy brakowało mi many na walkę, trzeba było przeczekiwać, ale punkty akcji jakoś się nie odnawiały. Tylko słyszałam ciągle charkoty, warkoty, bulgoty, w tle coraz głośniej waliło basowo moje serce. Dumdumdum. Apogeum złej nocy nastąpiło, gdy obudziłam się, a regularne uderzenia nie zniknęły. Leżę więc na łóżku, tętno wali mi w tym momencie na całego, bo jestem jeszcze w tym stanie półmroku, kiedy sny wydają się całkiem prawdopodobne, nerki psikają adrenaliną. I ja przez to walenie (4:50 rano!) nie mogłam się obudzić. Spędziłam dwie godziny z otwartymi oczami, bojąc się zombie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz