niedziela, 24 sierpnia 2014

sen 213 własność - Alexandra Loobeensky

Nie mam pojęcia dlaczego, ale wszyscy z okolicy zebrali się w wielkim sklepie, który układem przypominał Leroy Merlin, lecz był Castoramą i to na dodatek o szerszych korytarzach między półkami, tak, że zmieściłby się tam i traktor. W środku tłum, ale nikt nic nie kupuje, tylko nerwowo wyczekujemy, bo jest noc i poszła plotka, że idą Niemcy. Okazuje się, że już są blisko, ludzie dookoła wpadają w panikę, każdy próbuje znaleźć miejsce, w którym nikt go nie znajdzie lub jakąś broń, sytuacja rozwija się więc dość klasycznie. Byłam trochę skołowana, wszyscy latali, przepychali się i gdy obudziłam się z letargu, wszystko, co najlepsze, było już zaklepane. "Pałka teleskopowa!" - pomyślałam. Zaczęłam biegać za tą pałką, zobaczyłam jedynie łom, myślę sobie: "Kobieto, daj spokój, to nie gra komputerowa, nie Max Payne, nie załatwisz Niemca z karabinem przy pomocy łomu." Więc nadal ta pałka, nie wiem, dlaczego, a pałki nie ma. "Co za cholerny sklep, co za gówno, nie mają nawet pałek teleskopowych, co za lipa!"

No i trudno, wchodzą Szkopy. Z psami, naturalnie. I to było na poły ekscytujące, na poły straszne, bo ludzie przebiegali z jednej skrytki do drugiej tak, żeby ich nikt nie dostrzegł. Panowała cisza, zastygaliśmy w bezruchu, a potem znienacka szum oraz tupanie, kiedy cała wataha ludzi przemieszczała się jednocześnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz