piątek, 22 sierpnia 2014
sen 211 własność - Alexandra Loobeensky
Dzisiaj króciutko: byłam na wykładzie Nabokova, a odbywał się on na pięćdziesiątym piętrze nowojorskiego wieżowca. Wszystkie okna były otwarte. Pomimo wysokości hałas miejski stawał się momentami doskonale słyszalny, na dodatek nasilał się dokładnie w tych chwilach, które chciałam dobrze usłyszeć i zapamiętać, a cichł zaraz potem; co gorsza, zaczęły mi się zatykać uszy. Mimo to nie ośmielałam się wstać, by zapytać, czy nikt nie miałby nic przeciwko, gdybym zamknęła te cholerne okna. I tak siedziałam, coraz bardziej sfrustrowana i wiedziałam, że nikt nie zwraca uwagi na wykład, nikogo to nie obchodzi i że to jest nieprawdopodobne marnotrawstwo. Koniec sceny. Następna działa się w siłowni, byłam tam z Rafałem i jakimiś znajomymi; siłka połączona była ze sklepem z bibelotami. Zainteresowana olałam ćwiczenia, poszłam tam, do następnego pokoju, gdzie ujrzałam różne garnki z wypisanym mieszanką cyrylicy i alfabetu łacińskiego nazwiskiem Nabokova na denkach. Kupiłam taki maleńki garnuszek z pokrywką, po czym wysłałam go do Nabokova listem poleconym, gdyż pomyślałam, że to naprawdę zabawne. Więcej nie pamiętam, tylko jakiś obiad z nim i Verą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz