Pomagałam w ucieczce ojcu z kilkorgiem dzieci. Byliśmy w wielkim budynku, po którym krążyły kobiety poubierane w hidżaby połączone z czarnymi zakonnymi habitami. Budynek był terytorium jakiegoś państwa, z którego ta rodzina chciała się wyrwać. Na różne sposoby przeprowadzałam po kolei uciekinierów do pokoju, w którym znajdowała się ambasada kraju im przyjaznego. Najgorsze były momenty kiedy musiałam się zdecydować na wyjście z naszej kryjówki na wielki korytarz, po którym krążyły postacie w czerni. Idąc staraliśmy się nie zwracać na siebie uwagi. Była też chwila prawdziwej grozy - nie zdążyłam założyć obowiązującego stroju i stałam w spodniach i koszulce ukryta za drzwiami, przez które ktoś zajrzał do pokoju. I tak cały sen...
(Słuchałam doniesień o zmianach w ministerialnej informacji dla turystów, z której poznikało kilka ważnych dla niektórych ostrzeżeń, a potem fragmentu książki o powstaniu warszawskim, w którym wspominano o "rozkazie dla Warszawy".)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz