Na froncie wielkiego gmaszyska w najtańszym kolorze brudnoróżowawym ktoś namalował białą farbą kontury warszawskiego zamku królewskiego. W skali 1:1. Przyszłam oglądać to dzieło na sam środek pola, w którym stał budynek.
W murze wycięto kilka rodzajów otworów drzwiowych - wąskie dla chudych, wysokie dla wysokich, okrągłe dla tych przy kości. Jedno z wejść miało trójkątne wycięcie na wysokości głowy wchodzącego. Nie wiedziałam po co dopóki nie zobaczyłam pani w stroju do biegania wchodzącej do budynku z telefonem uniesionym przy uchu - ręka akurat mieściła się w wycięciu.
(W Lidlu, który widzę z balkonu panowie budowlańcy wycięli nowe drzwi i czekam z niecierpliwością, żeby się dowiedzieć po co. A wieczorem wysłuchałam audycji z nową pełnomocniczką rządu do spraw równego traktowania.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz