sobota, 26 lipca 2014

sen 208

Jedyny kompetentny kurator konkursów biżu w Polsce zorganizował wystawę. Poprosił o przesłanie prac i zapewnił, że sam wszystko zainstaluje. Przyjechałam na godzinę przed wernisażem. Wystawa odbywała się w wielkiej hali fabrycznej, nie do końca czystej i wyglądała raczej na plan filmu wojennego. Prace były poupychane między rekwizytami i dekoracjami w sposób utrudniający ich swobodne odnalezienie i oglądanie. Szukałam swoich rzeczy i znalazłam tylko gipsowe odlewy rąk i dłoni, które dawno temu wyrzuciłam podczas generalnych porządków w pracowni. Poszłam do pana kuratora i spytałam o co tu chodzi, na co on odpowiedział, że warunki są takie a nie inne, że zainwestował własne środki, że wybrzydzam i że nie ma żadnego wsparcia ze strony artystów.
Po powrocie z wystawy ujrzałam M.A. leżącą na szezlongu w mojej pracowni wydającą z siebie popiskiwania i opowiadającą o potrzebie zażycia jakichś proszków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz