piątek, 28 marca 2014

sen 194 własność - Alexandra Loobeensky

Śniło mi się dzisiaj, że jestem w anonimowym miasteczku, siedzę jak gdyby nigdy nic w salonie z jakimiś ludźmi, gdy nagle całym domem wstrząsa coś niewytłumaczalnego, wszystko się napręża i pochyla, jakbyśmy znaleźli się w zasięgu działania kolosalnego zasysacza. Do tego dochodzi potężne, basowe pulsowanie, które daje się wyczuć w kościach, w mózgu, wszędzie. Kiedy sytuacja się normuje, biegniemy tam, gdzie spodziewamy się znaleźć źródło, wchodzimy do domu i widzimy, że domownicy zostali rozszarpani, wszędzie leżą flaki. Nagle wszystko zaczyna się od początku, zaczynamy krzyczeć, ile sił w płucach, po czym wracamy biegiem do domu, bo drgania zaczynają narastać, tym razem nad sąsiednim budynkiem. Tutaj sen rozpada się na dwa tory, wszyscy zastanawiają się, co stało się z naszymi sąsiadami. Jedna wersja wydarzeń jest taka, że zasysacz to po prostu maszynka do mięsa, druga: że to wciąga ludzi na długie miesiące do laboratoriów, w których czas płynie inaczej, wypluwając ich jak śmieci po miesiącach, gdy tymczasem tutaj upłynęło jedynie kilka sekund.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz