sobota, 20 kwietnia 2013
sen 141
Razem z Z przedzierałyśmy się przez wielki parów (okolice kamienicy bez toalet koło Manu?), po którym grasowały wilkołaki ubrane jak żebracy z "Nędzników". Chodziły na czworakach, a na widok ludzi prostowały się, zaczynały bardzo szybko biec i rzucały się do gardeł. I to wszystko w świetle dnia. Nam jakoś udało się przebiec i znalazłyśmy się na ogromnym targowisku (Rynek Bałucki?). Tam Z oświadczyła, że szukamy pracy. Chodziłyśmy po straganach i pytałyśmy o jakieś zajęcie dla nas. W końcu Z kazała mi poczekać, a sama poszła porozmawiać z właścicielem stoiska z butami. Te buty były koszmarne, śmierdziały klejem i plastikiem. Z wróciła zadowolona i powiedziała, że będziemy pomagać na tym stoisku. Podczas drogi powrotnej przez parów okazało się, że nie dostaniemy pensji, ale część pieniędzy z codziennego utargu. Byłam załamana.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz