Przygarnęłam kota z papierowym łańcuchem na szyi. Zdejmowałam mu te odrastające łańcuchy przez kilka dni. Potem przestały się pojawiać, a ja połączyłam je i zrobiłam łańcuch na choinkę. Kot był czarno-bury i naprawdę miły. Chodziłam z nim na spacery po pomoście nad wodą. Było tam dużo papierowych łańcuchów poukładanych w stosy.
Łańcuchy kota były pomarańczowe i świeciły w ciemności. Tak samo narysowane były zegary w książce, którą czytałam. Na początku książki było kilka stron z zegarami wskazującymi różne godziny. Później zorientowałam się, że kolejne zegary wskazują aktualny czas w zależności od strony, którą czytało się w książce. Po prostu nadążały za czytającym i nie trzeba było korzystać z innego zegarka.
Poszłam do lekarza i okazało się, że wizyta polega na tym, że wszyscy siadają przy wielkim stole ustawionym na rynku w dużym mieście. Kolejne osoby przesiadały się coraz bliżej lekarki i pielęgniarki. Jako druga osoba w kolejce słyszałam całą spowiedź poprzedniego pacjenta. Miał problem ze snem i prosił o jakieś leki, które będą pasować do muzyki w jego mp3. Ja się wizyty nie doczekałam, bo akurat ogłoszono przerwę i rozdano oczekującym książki do czytania. Przejrzałam kilka książek i poszłam.
Spotkałam też człowieka, który robi roboty do reklam. Jego dzieła ze śrubek i innego żelastwa były na wszystkich bilbordach w mieście. Te, które się poruszały na kółkach grały nawet w filmikach reklamowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz