Jest taki jeden bardzo sympatyczny pies, którym się czasem opiekuję, gdy jego rodzina gdzieś wyjeżdża. W ostatni weekend spędziliśmy razem całkiem fajny czas. Pierwszy wieczór (jak zawsze) polegał na tłumaczeniu, że nie ma sensu całą noc czuwać na korytarzu i żeby się ciapek w końcu położył, zasnął i nie zrywał się na każdy dźwięk zbliżony do otwierania drzwi wejściowych.
Wczoraj rodzina pieska również wyszła, ale tylko na jakiś czas.
O północy poszłam do łazienki, a wracając sprawdziłam co tam słychać u piesa. Pies zobaczył mnie, wstał, wszedł do pokoju i wpakował się na łóżko. Spaliśmy jak zabici do 5.00. Wtedy pies się zerwał i kazał otwierać drzwi bo JEGO LUDZIE WRÓCILI! :)
Rano poszłam z T na spacer jak zwykle za hotel. Za hotelem są krzaczki. Za krzaczkami klęczał człowiek. Klęczał i klęczał, aż się zaniepokoiłam, bo trwało to dobre 15 minut. Już miałam przedrzeć się przez krzaki i podejść bliżej, kiedy człowiek wstał. Jego gołe pośladki rozwiały moje wątpliwości - żył, a nawet wykonywał podstawowe funkcje przynależne człowiekowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz