czwartek, 14 lipca 2011

SEN 58

Szłam razem z P. przez ogromne połacie ziemi obsadzone kolorowymi, pięknymi kwiatami. Przedzieraliśmy się ostrożnie przez wąziutkie alejki między uporządkowanymi, geometrycznymi polami kwiatów. Szliśmy i szliśmy, ale wcale nam się ta droga nie nudziła, bo oglądaliśmy naprawdę piękne rośliny. najfajniejsze jakie zapamiętałam to turkusowe niskie kwiaty rosnące od razu w bukietach otoczonych zielonymi szerokimi liśćmi. Gdzie nie spojrzeliśmy tam aż po horozyont rozciągał się jeden wielki, zaplanowany i zdyscyplinowany ogród. Było ciepło, świeciło słońce, P. miał na sobie białe letnie ubranie. Wiedziałam, że dotrzemy w końcu nad morze i kiedy już doszliśmy do niskiego urwiska, skręciliśmy w prawo (!) i poszliśmy plażą wzdłuż brzegu. Na plaży były tłumy spacerowiczów, a międy nami plątały się małe, białe, kudłate pieski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz