sobota, 2 lipca 2011

SEN 57 własność B.Ł.

Akcja rozgrywa się w dużym drewnianym domu, takim z amerykańskich filmów, z przedmieść – są nawet drewniane okiennice: przymykane. Kolory to wyblakłe brązy, żółcie, czasem zeschła zieleń. Pewno jest wczesna jesień, w dodatku bez słońca (ale dzień). Takie światło, kiedy niebo jest szare bez jednej szparki dla słońca.. Dom jest bez mebli, ale są w nim moi bliscy: nie wiem kto, ale wiem że najważniejsi ludzie dla mnie.
W domu jest tez ktoś jeszcze: morderca, który po kolei zabija ich, i nie ma przed tym ucieczki.
Jest atmosfera jak w tych wszystkich horrorach: wiesz, że ktoś za tobą stoi w ponurym, półmrocznym cieniu, ale kiedy się odwracasz widzisz w najlepszym przypadku cień cienia na ścianie, podłodze. Raczej czujesz, niż widzisz. Przez cały sen narasta groza: odczuwalna w napięciu mięśni, w biciu serca. Giną kolejne osoby(których nie spotykam we śnie), ani nie znajduje ciał: wiem, czuję śmierć i w końcu wiem, że zostałam tylko ja i zabójca. Gdzieś próbuje uciec, schować się. Zdaję sobie sprawę, że w domu nie jestem bezpieczna i wybiegam na zewnątrz. Nie mogę uciec poza posesję, bo jest ogrodzona ze wszystkich stron, a za siatką jest tylko las, krzaki. Patrzę w niebo i widzę sine chmury zawieszone nad tym wszystkim. Na końcu posesji stoi drewniana altana. Biegnę tam i wczołguję się pod podłogę. Zabójca jest na zewnątrz i zaczyna krążyć i zbliżać się do mnie. Słysze go nad sobą, obok, po trawie, skrzypnięcie butów. Nie wytrzymuję: uciekam. Zaczynam biec w stronę ogrodzenia ze łzami w oczach i rozbijam się o siatkę. On biegnie za mną i mnie dopada (swoją droga ciekawie prowadzona kamera). Mocno całym ciałem uderza we mnie i przygniata, zwalając na ziemię. Wiem, że teraz umrę. To nie sen|: teraz umrę. Naprawdę teraz umrę. Wykrzywia mi głowę żeby zadusić. Widzę go. To ja. Ja jestem morderca. Ja zabiłam wszystkich.
Zwalniam się z uścisku, porzucam siebie pod siatką, idę do domu.
Ja , pod siatką patrzę w niebo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz