piątek, 17 grudnia 2010

SEN 37 - własność A.T.

Śniła mi się woda (woda śni mi się często). To były rozległe spokojne  ciche wody, które zalały stary ogromny zamek. Kamienne mury w ciepłych jasnych barwach odbijały się w tych wodach, nadając im złocisty kolor.

Suneliśmy powoli w małych kajakach szerokimi rozlewiskami po zalanych ogrodach zamku. Tylko plusk żółtych wioseł mącił ciszę. Byłam w kajaku z J., który był na mnie zły. (J. jest często na mnie zły.) Daleko w tyle byli inni w innych kajakach. To było piękne miejsce, ale ja czułam się nieszczęśliwa. Czułam gniew wielu
osób, skierowany przeciwko mnie. I czułam się winna. Nagle wszystko się zmieniło: Woda stała się brudnym zimnym śniegiem, a mury zamku przeistoczyły sie w wielkie złowrogie góry. Zapadał zmierzch, a my jechaliśmy starym żółtym garbusem - ja, J., moja mama i siostra. Wszyscy na
mnie krzyczeli. Nie wiem, co mieli mi za złe, ale chciałam z całego serca złagodzić ich złość wobec mnie, zmazać moje winy. Chciałam, żeby znów mnie kochali. Zostawiłam ich w wielkim domu i poszłam szukać tego, czego oni chcieli. Spieszyłam się, żeby zdążyć na czas. Nie wiedziałam, czego to miał być czas,
ale miałam pewność, że to będzie ostateczność. Spotkałam wielu ludzi, którzy nie rozumieli, czego szukam i czemu mi tak śpieszno. Chcieli mnie zatrzymać i próbowali tego na różne sposoby. Zgubiłam się i zrozumiałam, że mój czas minął, że nie mogę już wrócić. Byłam smutna i zrezygnowana. Zostałam na śniadaniu z obcą rodziną, przymierzając cudze buty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz