Śniło mi się pomieszczenie, całe wymalowane na biało. Było ono czymś pomiędzy mieszkaniem
a galerią. Na wiśniowych segmentach stały książki, miejscami leżała chyba nawet biżuteria, wysoko znajdowała się figurka obcego bożka - fantazja artysty, podziwiana za wykonanie przez profesora w okularach. W jednej z otwartych szaf wisiały płaszcze-żakiety, co szczególnie w tym śnie mnie dziwiło.
Później ktoś odjął jeden żakiet i mym oczom ukazały się ich minaturki - okazało się, że tu chowa się sztuka, której nikt się nie spodziewa. Z futra, filcowe, zbyt małe, aby mógł zmieścić się w nich człowiek, za duże, aby można było ubierać w nie lalki.
Później nastąpiła zmiana dekoracji, segmenty zaczęto przesuwać, bożka ściągnięto z górnej półki, ludzie wciąż się kręcili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz