niedziela, 24 października 2010

SEN 3 i 4

A teraz kilka "zaległych" snów.
Raz biegłam przez jakieś miasto i płakałam ze szczęścia i wszystko mi się podobało: że deszcz pada, że trawa pachnie. Dobiegłam do parku przez plac, który mi się śni z resztą już nie pierwszy raz. Swoją drogą jestem ciekawa, czy to miasto z placem istnieje i czy w nim byłam kiedyś. Kiedy już dobiegłam do parku to na ławce siedzieli ludzie z ZOO i wyprowadzali małe gepardy.
I kiedy pomyślałam, że O pewnie by oszalał ze szczęścia, że może się z nimi bawić, to nagle poczułam, że go trzymam na smyczy i on się do tych gepardów wyrywa cały zadowolony. Podeszliśmy do nich i je oglądaliśmy a każdy był w innym kolorze. Najbardziej podobał mi się taki zielony, jak szmaragd. Piękna, głęboka zieleń. I sobie pomyślałam, że chyba na podobieństwo takich gepardów robi się te sztuczne misiowe futerka w nienaturalnych kolorach.

Innym razem byłam w pokoju całym w słońcu i na kanapie leżał jakiś Afgańczyk w chuście
i patrzył jak ja się modlę razem z papieżem, którego było widać z okna. Sam papież stał w swoim okienku, z którego odmawia Anioł Pański w telewizji. Papież modlił się w oknie a ja siedziałam na piętach, skierowana w Jego stronę i miałam turban na głowie zrobiony z afgańskiej chusty. Przy tym oboje o sobie wiedzieliśmy. I o tym, że się razem modlimy. A Afgańczyk nas obserwował. Ja mu potem tłumaczyłam, że Bóg jest jeden dla wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz