sobota, 25 kwietnia 2015

sen 245

Szłam ulicą w szary dzień. Było niby ciepło, ale jakoś nieprzyjemnie. Wzdłuż chodnika ciągnęły się wielkie banery zasłaniające budowę. Ze szpary między banerami wychylił się kot. Miauczał i łasił się, więc oczywiście wyciągnęłam do niego ręce. Kotek z premedytacją wbił się pazurami w moją skórę i dużo czasu mi zajęło uwolnienie się. Zdziwiona chciałam iść dalej, ale pojawiły się jakieś smutne panie ubrane na szaro i powiedziały, że musimy porozmawiać. Zaprowadziły mnie do straszliwie zagraconego i zakurzonego biura fundacji na rzecz zwierząt, dla której pracowały. Usiadłam za biurkiem a miła pani, która była tam najważniejsza zaczęła tłumaczyć mi, że jacyś ludzie widzieli jak dręczę kota na ulicy. O mało mnie szlag nie trafił na miejscu! Już chciałam powiedzieć coś o ludzkości jako zbiorze podstępnych potworów, ale obróciłam się na kręconym fotelu i zobaczyłam tego kota. Kot niewiele myśląc wskoczył mi na kolana, dał się pogłaskać i przytulić. Pani z fundacji powiedziała, że chyba komuś się coś pomyliło i oprowadziła mnie po biurze. Kota niosłam na rękach, a on mruczał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz