Johnny Depp podarował mi swoją marynarkę. Przyniósł mi ją i prezentował na manekinie krawieckim. Marynarka była w paski, niestety niezbyt piękna. Jemu jednak bardzo zależało żebym ją wzięła i przekonywał mnie, że mogę ją sprzedać na aukcji, bo jest warta 80 000 dolarów. Ostatecznie przyjęłam podarunek, ale wtedy Depp powiedział, że ma dla mnie coś specjalnego - sukienkę. W dodatku brązowo-żółtą i z golfem. Zrobiło mi się troszkę słabo, bo takich rzeczy już nie jestem w stanie znieść z udawanym nawet uśmiechem. Namówił mnie jednak do założenia obcisłej kreacji. Podeszłam w niej do lustra i schyliłam lekko, żeby zobaczyć całą sylwetkę. Patrzę, a moja twarz w lustrze wygląda jak twarz Kaliny Jędrusik (chodzi mi o typ urody) po operacjach plastycznych - z nadmuchanymi ustami, napiętą skórą itp. Wyglądało to nie tak źle, ale trochę przypominałam lalkę z sex shopu. Odrzuciło mnie na tę myśl od lustra i znowu poczułam się sobą. Wiedziałam, że mam normalną (czyli swoją :) twarz). Spojrzałam znów na swoje odbicie i sytuacja się nie zmieniła - znowu wymodelowana lala. Johny Depp tylko się uśmiechnął i wyjaśnił mi, że to jest specjalna hollywoodzka sukienka dla gwiazd, która pomaga wyglądać świetnie i świeżo. I dodał, że Vanessa Paradis ją czasem nosiła jak wróciła późno z imprezy, a na drugi dzień musiała się pokazać publicznie.
(Wieczorami dla relaksu oglądam ostatnio filmy na YT o Illuminatach rządzących światem rozrywki w Ameryce.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz