Dzisiaj pan z wielkim fioletowym nosem wepchnął się przede mnie w kolejce do okienka w aptece. Rzucił gwałtownie "Raphacholin poproszę". Później mijałam go siedzącego w towarzystwie wesołej kompanii murkowej.
Kolejny pan, o zbliżonych do pierwszego zainteresowaniach, usiłował przeprowadzić ze mną rozmowę o życiu, ale powiedziałam, że nic nie słyszę (miałam słuchawki w uszach). Na takie usprawiedliwienie braku zainteresowania z mojej strony pan prawie wykrzyknął: "Czy pani będzie się całe życie bać?!".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz