poniedziałek, 20 stycznia 2014
sen 187
Nachylałam się nad chusteczką do nosa, na którą wyplułam jakąś brązową maź. Z początku myślałam, że to czekolada, ale potem zorientowałam się, że z ust cieknie mi krew i to taka raczej gęsta i ciemna. W jednej chwili w bardzo małym pokoiku leżałam na łóżku przykryta kocem w kratę. Moi rodzice siedzieli przy stole i oglądali rysunki z projektami pomników na mój nagrobek. Występowałam na nich jako rzeźba pełna w ujęciach reprezentujących różne role i zawody (jak Barbie). Ja jako: policjantka, lekarka, ogrodniczka itp. Przysłuchiwałam się ich rozmowie ze lekkim zdziwieniem, bo nie czułam, że umarłam, a wręcz wciąż musiałam mocniej zaciskać powieki jakbym chciała udawać, że śpię. Rodzice wybrali pomnik w formie mnie trzymającej na rękach psa, przy czym byłam lekko rozczarowana poziomem umiejętności rysunkowych projektanta. W sumie to nie wiem jak oglądałam z nimi te projekty przy zamkniętych oczach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz