Wielka, wszechogarniająca Straszliwa Balanga. W pewnym momencie orientuję się, że maleńkie dzieci sąsiadki naściemniały, że mają 14 i 16 lat i piją wódkę na klatce schodowej. Zamykam je u siebie w pracowni, ale co chwilę kucają i sikają. Mają ze sobą cziłałkę, ona też posikuje. Impreza wpełza mi do pracowni, ktoś zrzuca z parapetu wszystkie moje kwiatki.
Idę więc na działki i biorę kłącza, pędy, odrosty setek rozmaitych gatunków. Lemmy z Motörhead ma jakieś pretensje o roślinę o nazwie "topielica', która wygląda jak moczarka kanadyjska i trzęsie się, gdy ją dotknąć. Mam juz wracać, ale przypominam sobie o Straszliwej Balandze i decyduję się na kino z kolegą.
To jest takie kino, że się zdejmuje buty i ustawia jeden za drugim pod ścianą.
Leżymy jak łyżeczki na kanapie w kinie i oglądamy turkusowo-żółty film. Po filmie orientuję się, ze zgubiłam bucik. Biegnę do domu w jednym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz