sobota, 1 czerwca 2013

sen 151

Moja dawna (bardzo dobra) nauczycielka angielskiego kazała mi przyjść do jakiegoś biura i segregować pocztę oraz nadzorować ruch lotniczy nad miastem. Nie powiedziała kiedy dokładnie mam się stawić, więc uznałam, że nic się nie stanie jeśli zacznę od poniedziałku, a weekend będę miała jeszcze wolny. I właśnie w sobotni wieczór siedziałam w domu rodziców. Wyglądałyśmy z mamą przez okno i obserwowałyśmy zachód słońca. Zobaczyłyśmy lecący nad naszym domem samolot. Zniknął dość szybko za blokami i nagle na niebie pojawił się wielki biały rozbłysk. Wiedziałyśmy, że samolot się rozbił. Nie zdążyłyśmy odejść od okna, kiedy nadleciało jeszcze kręcące się wielkie śmigło i wbiło w nasz dom. Postanowiłyśmy szybko spakować wszystkie zwierzęta i komputery i uciekać. Wydawało się, że mamy jeszcze chwilę czasu na ewakuację, bo śmigło nie uszkodziło za bardzo budynku. Czułam tylko, że nie powinnyśmy poruszać się zbyt gwałtownie, żeby nie naruszyć konstrukcji. Obudziłam się kiedy po raz kolejny usiłowałam wyłączyć komputer i nie mogłam trafić kursorem w "zamknij".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz