wtorek, 21 maja 2013

sen 147 własność - M.A.

Byłam na teknie gdzieś w okolicy Ojcowa i zaginął jeden z tych chłopaczków technowskich niewielkich, 
w szortach z licznymi łańcuchami do kluczy i w czarnej czapeczce z daszkiem.
Odkryłam, że pożarł go lider zespołu Scooter, który zalągł się jakoś w okolicy i jego podwładni z Boney M - wszyscy oni byli ubrane w powłóczyste, białe szaty i byli niemieckimi, szatańskimi potworami. Na szczęście o określonej godzinie kładli się na ziemi i byli całkiem bezbronni.

Razem z Piotrem W. i dziećmi(to chyba było moje rodzeństwo, tylko jeszcze niewielkie) WYDEPTALIŚMY ich z tych szat, wypaćkiwali się przez rękawy jak niebieska pasztetowa z kawałkami drutu.

W następstwie musieliśmy uciekać przed policją. Policjanci zadzwonili do Piotrka i zapytali, gdzie jest. Odpowiedział, że w Piotrkowie. To zmyliło pościg. W kieszeni znalazłam tabletki, które dawały częściową niewidzialność, ale i tak kilka razy prawie nas złapali.

Musieliśmy dostać się do Gdańska, schowaliśmy się w krótkim pociągu towarowym. W trzecim wagonie jechał piękny, stary samochód- Ciosanka de Luxe, schowaliśmy się na tylnym siedzeniu i przykryliśmy częściami samochodowymi. Okazało się, samochód został tu umieszczony przez Bohdana Łazukę, żeby nas uratować i przetransportować do Wiednia, a z Wiednia do Ameryki Południowej- wszystko pod pozorem sponsorowania wiedeńskiego festiwalu parówki i czegoś związanego z końmi.
Chwilę później tańczyłam z Łazuką walca na ulicy w Limie(chyba w Limie).

Jakoś w międzyczasie włożyłam sobie do obydwu dziurek w nosie po kawałku przeżutej gumy, a udało mi się wyjąć tylko z jednej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz