sobota, 9 marca 2013

sen 138 własność A.T.

Śniłam, że udałam się razem z moją rodziną i kilkoma znajomymi do więzienia dla młodocianych przestępców. Poszliśmy tam, bo moi znajomi pracowali w opiece społecznej i nas namówili na tę wyprawę, gdyż był to dzień specjalny w owej placówce - coś, jak dni otwarte na uczelni. Więźniowie przygotowali nam inscenizację. Wszystko odbywało się na świeżym powietrzu, w pięknym parku więziennym.
Przedstawienie było dość nudne z początku i ja nie bardzo się interesowałam, zajęta plotkowaniem z moją siostrą. Ale w pewnym momencie... dwa ogromne drzewa zaczęły się poruszać nienaturalnie. Gałęzie i pnie powoli przeistaczały swe kształty, aż zaczęły przypominać dwie gigantyczne postacie: kobietę i mężczyznę, którzy jednak wciąż zamiast skóry mieli korę drzewa.
Trwało to krótko i potem wszystko się skończyło. Drzewa się zatrzymały i wyszli z nich normalni ludzie, wytłumaczyli, że więźniowie zrobili sami takie konstrukcje z kory drzew i z mechanizmem, aby wywołać ten powalający efekt. Zaintrygowana, poszłam obejrzeć to cudo. Weszłam do pustego w środku niby-drzewa, żeby zobaczyć, jak to jest zrobione. W środku było dużo miejsca, weszła jeszcze jedna dziewczyna, żeby też zobaczyć. Nagle, część wewnętrznej ściany drzewa zmieniła się w wielkiego węża i zaatakowała dziewczynę. Nie wiem, co się z nią stało, bo zaczęłam uciekać, ale ten wąż był tuż za mną, czułam go n a karku. Chwyciłam go i przerzuciłam przez siebie i rzuciłam przed siebie najdalej, jak się dało. W locie wąż zmienił się w małą czarną kulkę, która upadła na trawnik. Podeszłam i zobaczyłam, że kulka jest miniaturową rzeźbą, z twarzą człowieka. Zostawiłam ją tam, gdzie była, bo zauważyłam niezwykłe poruszenie w całym parku. Wszyscy uciekali, gdyż zewsząd zaczęły wyłaniać się różne stwory i zwierzęta fantastyczne, które goniły za ludźmi. Ktoś krzyknął, że to są nasze "koszmary". Zauważyłam, że one nie gonią za wszystkimi. Każdy "koszmar" miał "swojego człowieka" i tylko za nim gonił.
Spojrzałam znów na czarną kulkę-rzeźbę, zaczęla zmieniać się w zwierzę, które przypominało trochę lisa, a trochę psa, było rude i miało wielkie świecące oczy. A potem to coś zaczęło się dwoić, to znaczy jego głowa się rozdwoiła i stała się dwoma głowami. Zaczęłam biec i to coś zaczęło mnie gonić.
Wszyscy tak biegli w wielkim chaosie. I nagle wszystkie "koszmary" zaczęły w biegu maleć. I ktoś krzyknął, że "koszmary" znikają, bo nie są już aktualne. Że zaraz znikną całkiem, bo zostaną zastąpione nowymi, które będą bardziej nowoczesne, jak na naszą epokę przystało...
Nie zobaczyłam nowych koszmarów, bo nadszedł ranek. Może i dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz