wtorek, 8 stycznia 2013

sen 124 - własność B.Ł.

Byłam komandosem, który skakał do morza , do oceanu ze spadochronem z gigantycznych urwisk i ratowłam innych. Potem musiałam popłynąć na wyspę, na której był Annkor Wat. Okazało się, że tam jest więcej ludzi i w śnie chodziło o to, żeby wynieść się stamtąd, tj. ewakuować innych , żeby ocalić Annkor, który był raz na oceanie, a czasem unosił się pod chmurami i budowle się na nim przenosiły, przesuwały jak kostki w "Cube". Nie wiem czy się udało.

Byłam w statku kosmicznym i byłam cyborgiem z pełną tego świadomością. Na statku był dodatkowo dobry człowiek, który uciekał przed złym (tj wszysttkie byłyśmy kobietami). Ten dobry był rudy i chował sie w szybach wentylacyjnych, a zła była duża i chciała zabić dobrą. Mnie dała spokój bo jako cyborg niby jej słuchałam. Zła niszczyła jakieś boxy elektroniczne z dowodami swojej winy i w końcu uruchomiła procedurę zniszczenia statku, a sama się ewakuowała. Ja miałam zostać na statku i zginąć razem z nim, a bardzo chciałam pomóc tej dobrej. Więc pomagałam złej, żeby jak najszybciej sobie poleciała w kosmos, żeby dobra też zdążyła. Część pudełek z informacjami udało mi się ukryć, ale nie wiem jak się skończyło bo obudziłam się w noocy zlana potem z niewyobrażalnym uczuciem przerażenia i starchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz