Pojechałam do jakiegoś penjonatu. Był tam tylko mały chłopiec, syn gospodarzy. Oprowadził mnie po kuchni, pokazał co i jak. Nagle spadł na nas sufit, zsunął się jak filmach z Indiana Jones. Czułam we śnie ucisk na głowie. Kiedy się uspokoiło, kuchnia wyglądała jak przedtem, ale nigdzie nie było chłopca. Zaczęlam go wszędzie szukać, sprawdzałam nawet w szafkach, zaglądałam za słoiki z kawą i nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz