wtorek, 10 stycznia 2012

SEN 75

Byłam małą i strasznie brzydką dziewczynką z czarnymi kitkami i krzaczastymi, ogromnymi brwiami. Nikt się ze mną nie bawił. Szłam pustą ulicą i nagle mnie olśniło, że odziedziczyłam ogromny stary dom z pięknymi salami. Weszłam do niego, a tam moi rodzice urządzali przyjęcie powitalne na miliony gości. Wszystkie dzieci i dorośli byli dla mnie niespodziewanie mili, każdy zagadywał, pytał o coś, głaskał po głowie. Spacerowałam po tym domu i oglądałam całe ściany książek. (Oczywiście ułożonych kolorystycznie.)
Widziałam na regałach też i moje własne książki, które posiadam w rzeczywistości. Kiedy jedna z kobiet wzięła do ręki spracowaną historię sztuki, patrzyłam tylko, kiedy wypadną z niej kartki. Gdy to się stało, pani była przerażona i strasznie się tłumaczyła. Idąc dalej uświadomiłam sobie, że teraz mogę mieć każdą książkę jakiej zapragnę. Znalazłam się w księgarni i pierwszą książką, którą obejrzałam, była bajka dla dzieci o bardzo brzydkiej dziewczynce z czarnymi kitkami i krzaczastymi brwiami, z którą nikt się nie chciał kolegować. :) Ruszyłam między regały i zgarniałam do koszyków książki całymi seriami. To było cudowne uczucie! Przyszedł nawet jeden z pracowników i zanosił do kasy to co ja wybrałam, żeby było mi łatwiej. Stałam przed regałem i zagadnęła mnie starsza pani. Zaczęłyśmy rozmawiać i chociaż na filarze obok było wielkie lustro, to widziałam w nim tylko siebie. Potem pojawiła się jeszcze para staruszków. Wszyscy byli ubrani w kolorowe, wzorzyste wschodnie stroje i wyglądali w nich dostojnie i pięknie. Domyślałam się, że coś z nimi jest nie tak i kiedy tylko przeleciało mi to przez głowę, oni poprosili, żebym spojrzała im w oczy. Były całkiem przezroczyste, więc upewniłam się, że są czymś w rodzaju duchów. Z parą staruszków poszłam potem do domu i czułam się jakoś dziwnie wyzwolona od trosk, od powszedniości życia. To takie uczucie, które pozwala się cieszyć drobiazgami, na przykład kroplą wody na liściu. Wróciliśmy do domu i wiedziałam, że coś fajnego się właśnie zaczyna. A potem się obudziłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz