Śniło mi się, że jestem małą dziewczynką i że idę do szkoły z wielkim tornistrem. A w szkole nie ma lekcji, tylko jest wielkie święto. Wszyscy piknikują na boisku, oglądając występy pląsających aktorów, przyodzianych w wymyślne, wielkie i niezwykle kolorowe kostiumy.
A ja nie wiem, co sie dzieje i jestem zagubiona. I wtedy pewna przemiła czarnoskóra kobieta, ubrana w piękną szatę koloru indygo, z łagodnym uśmiechem, który ma niezwykłą moc uspokajania, wyjaśnia mi, że mamy zjazd młodzieży z trzech krajów: Polski, Francji i Niemiec i dlatego nie ma lekcji. Prowadzi mnie do grupy ludzi, siedzącej na trawie i zostawia z nimi. Jest tam kilka chłopców i dziewcząt w wieku około 20-25 lat. I wtedy spostrzegam, że i ja nie jestem już małą dziewczynką, tylko młodą kobietą i zaczynam z nimi dyskutować. Jeden Niemiec pyta mnie po angielsku, co sądzę o architekturze kościelnej w różnych religiach, a ja mam bardzo dużo do powiedzenia na ten temat, ale nie mogę się wysłowić po angielsku. Niemiec się obraża i odchodzi. A ja zauważam, że nie mam mojego wielkiego tornistra i idę do budynku szkolnego, żeby go szukać. Szkoła jest ogromna i pusta. Przemierzam wielkie korytarze, których ściany pomalowane są na słoneczny brzoskwiniowy kolor. Nagle wychodzę na jakiś wewnętrzny dziedziniec i wszystko staje sie mroczne i brudne. Ktoś zaczyna strzelać z dachu. Uciekam do budynku po przeciwnej stronie i wspinam się po schodach aż na sam dach. Spotykam tam chłopaka i dziewczynę, którzy też chowają sie przed snajperem. Chłopak ma broń, każe mnie i drugiej dziewczynie schować się za kominem i zaczyna strzelać do tamtego na przeciwko. Boję się i jest mi zimno. Chłopakowi kończy się amunicja, a tamtem jest już na schodach i zbliża się i wiem, że idzie po nas i że już nie ma nadziei. Biegnę po wielkim dachu, nie odwracam się, bo już czuję, że chłopak i dziewczyna nie żyją, a morderca jest tuż za mną. Dobiegam do krawędzi dachu i rzucam się w dół.
Ukradłam ten sen, bez pytania!
OdpowiedzUsuńNie szkodzi. Daje Ci go;)))
OdpowiedzUsuń