piątek, 17 grudnia 2010

SEN 34 - własność A.T.

Miałam sen....
Pojechałam do rodzinnego miasta, na ślub mojej siostry. Kiedy przybyłam na miejsce, zastałam całe miasto zalane wodą - brudną, śmierdzącą wodą. Budynki były zrujnowane, a ludzi nie było widać.
Brnęłam w tej okropnej brei, zanurzona po pas w zimnej niemiłej cieczy, pomiędzy ruinami domów i szukałam... Szukałam moich bliskich, szukałam kogokolwiek, żeby się dowiedzieć, co sie stało i żeby nie być  samą... Czułam trochę strachu. I wtedy je zobaczyłam z daleka:
Wielkie stworzenia, dwa razy wyższe od człowieka, o ciemnej chropowatej skórze, okrutnych gębach, łysych zdeformowanych czaszkach, masywnych długich, niezgrabnych ramionach, ubrane w granatowe dresy jednej z drogich marek sportowych (!) Widziałam je daleko, jak sunęły powoli w wodzie, rozglądając się głupawym wzrokiem po okolicy,  węsząc, szukając... Była ich kilka, nie wiem dokładnie ile... Tak się bałam, że zanurkowałam w tej obrzydliwej mętnej wodzie, w której stałam po pas. Nie wiedziałam, co złego mogą zrobić, ale wiedziałam, że mogą na pewno i że chcą tego... Woda była zimna i pełno było w niej jakiegoś szlamu i obrzydliwości.
Chciało mi sie wymiotować, ale nurkowałam co jakiś czas, żeby się ukryć pod jej powierzchnią. W końcu udało mi się jakoś przedostać na teren bardziej osłonięty przez zniszczone budynki, za murami których mogam się lepiej ukryć. Uciekałam przed potworami, które przeszukiwały okolicę w poszukiwaniu ludzi. W pewnym momencie weszłam do starej szkoły (a wszystko to brodząc w tej syfiastej wodzie cały czas), gdzie było ciemno, zimno i brudno... Znalazłam ludzi - znajomych i oni wyjaśnili mi, że moja siostra bierze ślub -pomimo tragicznych okoliczności, tylko wszyscy musieli się przenieść z miasta trochę dalej, nie bardzo daleko, z powodu wielkich istot. Owi znajomi wrócili tylko po to, żeby zabrać trochę rzeczy. I zabrali także mnie, na stary wóz drabiniasty. I nagle bardzo ważna zrobiła się sukienka. Sukienka stałą sie moją najwyższą tragedią, bo chciałam koniecznie dobrze wypaść na ślubie siostry, a nic nie miałam. Ludzie pożyczyli mi coś, ale to było okropne i wyglądałam w tym strasznie. Nie było już jednak czasu, żeby szukać czegoś innego. Zresztą nie było gdzie szukać, bo wszystko w mieście zginęło pod tą ohydną wodą. I już wiedziałam na pewno, że nigdy nic nie będzie takie samo, że to sie nie skończy, że nie ma na co czekać, że trzeba będzie teraz po prostu żyć z tym strachem i potworami. Mój smutek był głębszy niż czarna woda. Miałam bowiem też świadomość - przekonanie w sobie, że nie mogę uciec od tego. Bo moja rodzina i znjaomi byli tutaj, a oni nie chcieli za bardzo uciekać, więc i ja musiałam tu zostać - w tym okropnym miejscu - na zawsze. A do tego byłam w ciąży...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz