Siedziałam w poczekalni dworcowej. To była taka poczekalnia-schronisko dla wędrowców na końcu świata pośrodku pola. Wnętrze przypominało bacówkę z drewnianymi ławeczkami i piecem.
Siedziałam tam bez ubrania (coraz częściej zdarza mi się to we śnie) przykryta zwierzęcą skórą, ale przetworzoną, sprasowaną z wełną na koc. Wiedziałam, że była bardzo cenna. Zasnęłam na ławce, a jak się obudziłam to skóry nie było. Siedziało za to w poczekalni kilka nowych osób. Wszczęłam śledztwo (na golasa i bez wstydu) i znalazłam złodzieja. Zabrałam mu skórę i do końca naszego pobytu w poczekalni wyrażałam oburzenie oraz niedowierzanie, że taka sytuacja mogła mieć miejsce. Reszta, ze złodziejaszkiem na czele siedziała cicho i udawała, że nic się nie stało. Byłam tym zdegustowana i czułam się niezmiernie pokrzywdzona i opuszczona w niedoli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz