Ojciec przyniósł mi wyniki badań krwi i okazało się, że są bardzo złe. Musiałam poddać się kuracji. Kobieta ubrana w ciążową suknię-worek w drobne kwiatki kazała mi wejść w wielką kieszeń tej sukni znajdującą się na brzuchu. Wlazłam tam jak mały kangur i wchłonęłam się w ciało tej kobiety. Ona zniknęła, a ja byłam już całkiem zdrowa i wzmocniona.
(Wieczorem czytałam o eugenice i klonowaniu.)
czyli powrót - do źródeł, do korzeni-czyli szeroko rozumiana analiza via Matka, w której może pomóc Ojciec, żebyś się uzdrowiła. Gorzej jeśli to poddanie, lub ofiarowanie się matce, oznacza uleczenie. To już musisz swojej podświadomości spytać, o co dokładnie chodziło
OdpowiedzUsuńW pierwsze nie wierzę, a drugiemu się kategorycznie sprzeciwiam. :)
OdpowiedzUsuń