czwartek, 10 lipca 2014
sen 204
Uciekałam przed człowiekiem w cylindrze. Jechałam windą a on mnie gonił po schodach. Wybiegłam z windy i znalazłam się w korytarzu na planie koła. Całe wnętrze miało taki modernistyczny klimat - wykończenia i kształty. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że to klatka schodowa jakiegoś domu mieszkalnego. Wokół były drzwi do mieszkań. Nagle pojawił się ten człowiek, nie podszedł do mnie tylko wsiadł do windy i zjechał na dół głośno się śmiejąc. Zaraz po zamknięciu się drzwi od windy najechała na nie ściana i wyglądało to tak, jakby nic za nią nigdy nie było. Schody również zarosły murem. Zostałam sama na tym okrągłym korytarzu, bez możliwości powrotu na dół. Kiedy już miałam wpaść w panikę otworzyły się drzwi jednego z mieszkań i starsza pani w szlafroku, papilotach i z pieskiem na ręku schyliła się po coś, co stało na wycieraczce. Nie wiem co mnie tknęło, ale ruszyłam do jej mieszkania i biegłam przez pokoje jak dzika. Mijałam solidne drewniane meble i wciąż parłam do przodu. Pędziłam tak bardzo długo i wydaje mi się, że przebiegałam przez kolejne mieszkania. W pewnej chwili zauważyłam, że zrobiło się jakoś mniej ścian, przestrzeń stawała się bardziej otwarta, mijałam już tylko pojedyncze szafy i komody, to co wydawało mi się ludźmi okazywało się kartonowymi postaciami, a całość sprawiała wrażenie dekoracji filmowej. W końcu dobrnęłam do miejsca, w którym urywał się parkiet, klepki zamieniły się w nowoczesną wykładzinę, a przed sobą w pustym pomieszczeniu ujrzałam recepcję. Podeszłam do pani za kontuarem i spytałam o wyjście, które zostało mi uprzejmie wskazane. Było bardzo słonecznie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz