Było po wielkiej katastrofie, nie było pożywienia, a ludzie umierali na potęgę. Szukaliśmy większą grupą jedzenia i znaleźliśmy działającą piekarnię. Bardzo nas to zdziwiło, bo skąd niby piekarnia mogłaby brać składniki. Dostaliśmy chleb, zaczęliśmy go kroić i nagle ktoś zauważył, że wypływa z niego płyn. Zdaliśmy sobie sprawę, że to krew. Powiedziałam, że może to jakiś cud, ale potem dotarło do nas, że ten chleb jest zaprawiony jedynym dostępnym w nadmiarze składnikiem. Taki sen o zielonej pożywce.
P.S. Wieczorem oglądałam 3 odcinki "Walking Dead" pod rząd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz