piątek, 13 września 2013

sen 172

Szłam chodnikiem a zamaskowany konfederata rodem z "Nocy w muzeum" mierzył we mnie ogromną drewnianą dzidą i dopytywał czy widziałam ślady ucieczki. Powiedziałam, że nie ale mogę dać mu coś do rysowania śladów i rzuciłam mu dwie białe kredy. Złapał je, podziękował i poszedł.
Ja też poszłam dalej i minęłam ogromny szary blok. Był naprawdę gigantyczny. Tak duży, że na kilku poziomach dobudowano podwórka, po których biegały dzieci z piłkami. Usiadłam w kawiarni i rozmawiałam z Jakubem, moim bratankiem. On nagle wstał, poszedł na środek skrzyżowania, wsiadł do ciężarówki typu wywrotka i odjechał. Byłam oburzona, że się nawet nie pożegnał.
Poszłam do domu mojej matki i zobaczyłam, że meble z całego mieszkania stoją w jednym pokoju. W dodatku były poustawiane jeden na drugim, wkomponowane w siebie tak, że wyglądały jak zaplanowana instalacja mająca przetrwać wieki. Przekonywałam mamę, żeby jednak wróciła do poprzedniego ustawienia. Potem poszłam na zebranie odbywające się w łazience. Na parapecie okna stał telewizor turystyczny z dawnych lat i wszyscy zebrani stojąc pod ścianami oglądali w nim wiadomości. Narzekaliśmy na ciasnotę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz