czwartek, 5 września 2013

lwica salonowa

Obejrzałam dzisiaj "Przyjęcie" z Peterem Sellersem. Nie widziałam tego filmu od dzieciństwa. Właściwie dzisiaj zobaczyłam go po raz pierwszy w całości. Za pierwszym razem nie byłam w stanie dobrnąć nawet do połowy. To miała być komedia, a mnie z każdą minutą robiło się coraz smutniej i wciąż ściskało mnie w brzuchu ze wstydu i zakłopotania. Hrundi V. Bakshi był uosobieniem moich własnych dokonań i sukcesów towarzyskich, którym towarzyszy zawsze poczucie bycia nie na miejscu i przez pomyłkę. Dzisiaj oglądałam ten film przez pryzmat wiedzy o samym Sellersie i oczywiście o sobie. I jeszcze te lata sześćdziesiąte... Było całkiem przyjemnie. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz