sobota, 29 września 2012

sen 106

Ja i mój brat w gorący letni wieczór zakopywaliśmy pod blokiem moich rodziców trzy szkielety. Jeden prawdziwy spreparowany i dwa plastikowe. Obok była ławka i stały na niej piwa jabłkowe, które popijaliśmy. Całość odbywała się od strony balkonów, bo tam jest ładny trawnik i dużo miejsca. Potem byliśmy u rodziców w domu. Psy bawiły się jak szalone. Biegały tak, że postanowiłam zamknąć okno, żeby żaden nie wyskoczył przypadkiem. Poza psami nie było nikogo. Światło lamp strasznie raziło mnie w oczy. Spytałam J. czy wie jaki jest sens naszego istnienia. Byłam pewna, że mnie zignoruje, albo powie coś godnego pragmatyka i ateisty. A on powiedział, że chodzi chyba o  ciągłe doskonalenie społeczne. Wydaje mi się, że miał na myśli reinkarnację. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz