Dziś rano miałam jakąś dziwną fanaberię - zachciało mi się wyjść z domu. A dokładnie z kamienicy, na zewnątrz, na ulicę. Zeszłam po schodach na klatce i udałam się w stronę drzwi wyjściowych.
Okazało się, że moje idiotyczne zachcianki nie zostaną spełnione - drzwi były zamknięte. Obejrzałam je, zastanowiłam się czy już na pewno nie śpię i otworzyłam zamek-zasuwę. Drzwi były zamknięte nadal. Wróciłam ogłupiała do siebie i zadzwoniłam do administracji. Zeszłam na dół i chciałam zaczekać na Panią Administratorkę, patrzę a tu drzwi jednak otwarte! Zaczęłam się już zastanawiać nad zmianą leków, ale okazało się, że to znane lokatorom zjawisko - jeden z panów ma klucz do drzwi (jako jedyny w całym domu) i jak go nachodzą lęki, po prostu je na noc zamyka. Super, bo miałam już wizje szpitala psychiatrycznego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz