sobota, 20 listopada 2010

SEN 23

Śniło mi się, że chodziłam po ogromnym, ale to naprawdę ogromniastym budynku. Miał kilka pięter i zajmował wielką przestrzeń. W środku były korytarze i pokoje, jak w urzędzie, albo szkole. Meble i cały wystrój idealnie pasowały do tego miejsca, stare, skrzypiące, z kurzem i pajęczynami. Po korytarzach kręciło się kilka osób, ale ja miałam wrażenie, że nikt nie zwraca na mnie uwagi.
Czułam się jak podglądacz, ale też jakbym była niewidzialna. Chodziłam, oglądałam, wchodziłam do pomieszczeń i czułam się bardzo bezpiecznie. W jednym z nich było kilka starych, ogromnych biurek i foteli. W jednym z nich siedział mężczyzna w garniturze w kratę, przeniesiony chyba z lat 50tych z amerykańskiej klasy średniej. Obok niego stał stół. Miał prostokątny kształt z wyciętą pośrodku blatu również prostokątną dziurą. Był równie masywny i okazały jak pozostałe meble. Zwiedzając doszłam do piwnicy, która też była specyficzna - przez sufit można było oglądać, co się dzieje na górze, samemu nie będąc widzianym. W piwnicy, jak się okazało trzymano zwierzęta cyrkowe, które ktoś kiedyś tam zostawił. Nie zastanawiałam się czy im tam dobrze, bo byłam pewna, że tak ma być, że to normalne. Potem szukałam jeszcze jakiegoś przedmiotu, który mi upadł wcześniej w jednym z pomieszczeń na górze. Zlokalizowałam położenie tego pomieszczenia z piwnicy i szukałam tego czegoś na jej podłodze, bo byłam przekonana, że to coś musiało przecież przez tę podłogę przelecieć i na pewno gdzieś je znajdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz