czwartek, 4 listopada 2010

SEN 13

Właśnie śniło mi się, że siedzę w pokoju za stołem razem z moją Mamą i Babcią (tą, która od wielu lat nie żyje). Babcia wyglądała tak, jak Ją pamiętam najpiękniej. Poprosiła mnie o pomoc w ucięciu plastra z opatrunkiem, ponieważ zacięła się przy szyciu.
Z wielkim trudem Jej ten plaster ucięłam, ciągle mi wypadał, myliły mi się długości, brałam nie ten kawałek... Potem spytałam, co Ona właściwie szyje i okazało się, że to jest przeróbka jakiejś spódnicy. Oglądając materiał zauważyłam śliczną, dość nietypową agrafkę. I ją sobie wyjęłam z materiału, żeby się przyjrzeć. No i wtedy Babcia mówi, że Ona sobie tą agrafą zaznaczyła miejsce zaszewki i że teraz ja mam je wyznaczyć od nowa. Próbowałam, ale mi nie wychodziło, więc usiadłam z tą spódnicą na podłodze i zaczęłam ryczeć. Moja Mama patrzyła na mnie z politowaniem, z miną "no oczywiście, tobie nigdy nic nie wychodzi". A ja siedziałam, płakałam i mówiłam - wolałabym nie żyć, wolałabym nie żyć!
Czy ten sen to wina wczorajszej wiadomości o śmierci przyjaciela mojego brata, czy też jajecznicy z serem pleśniowym zjedzonej w najmilszym towarzystwie na świecie o 2.30 w nocy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz